Pokaż mi dzisiaj psa, które weźmie w łapę LOL. To sąd decyduje czy prawo jazdy zatrzymać czy też nie.
Wersja do druku
ale przecież tak samo jak z odmową przyjęcia mandatu mamy tak samo prawo odmówić oddania prawa jazdy nie zgadzając się ze zdaniem policjanta i wtedy sprawa trafia do sądu.
Oczywiście, że nie musisz przyjąć mandatu - tak czy siak trafi to do sądu, dostajesz świstek na 7 dni, do 14 dni powinna odbyć się rozprawa. Nawet jak świstek straci ważność, to i tak praktycznie możesz prowadzić do uprawomocnienia się wyroku sądu, bo zabrali Ci prawo jazdy, nie wstrzymali uprawnień - to jest wykroczenie prowadzanie samochodu bez dokumentu prawa jazdy - 50 zł. Jak już sąd zadecyduje o zakazie prowadzanie pojazdów, to wtedy popełniasz przestępstwo.
Tak tylko kto pokryje koszty związane z rozprawą (tj. jeden dzień wolnego, dojazdy, straty związane z wykonywanymi obowiązkami w pracy) w razie gdy sąd zdecyduje o oddaniu prawa jazdy a policja je zatrzymała wynika niepotrzebnie, gdyż można to było załatwić mandatem ??? To jest właśnie pytanie ponieważ w przepisach jest dużo niejasności w słowach "może", "w razie przypuszczenia" czyli nie jasno powiedziane a to daje dowolną interpretację i niepotrzebne nikomu przepychanki. Według mnie prawo ma jasno mówić co jest zgodne z nim a co nie.
jaką rozprawą, o czym Ty mówisz, przecież takie sprawy sąd rozpatruje zaocznie. co najwyżej będziesz do tyłu o 80 zł kosztów sądowych.
Ci, którzy stracili prawko w związku ze swoim stylem jazdy na pierwszym miejscu będą stawiać możliwość jego odzyskania, reszta czyli koszty itp itd jest na drugim miejscu. Wszystkiego możesz dochodzić przed sądem :D I tak osobiście uważam, że jest to strategia przyjęta ze względu na zbliżające się wakacje. Dziwne, że większość zastanawia się co zrobić jak stracę, a nie co zrobić/jak jeździć żeby nie stracić :)
Odwołanie piszesz Martynka. To jest praktycznie takie samo postępowanie jak trafią Cię z %%.
No mnie jakoś takie zaoczne sprawy nie przekonują ponieważ powinna być konfrontacja dwóch stron. Taki sąd ma tylko materiały w postaci raportu policji czyli jest to jednostronne rozpatrzenie sprawy a policja zawsze zrobi z kierowcę potencjalnego pirata drogowego, a niektórzy podchodzą jeszcze z stereotypami jak młody i w jakimś znanym z dyskusyjnych marek samochodzie to już jest przechlapane.
Nie chodzi mi tutaj o żadne zabezpieczenie w razie utraty a szaleńcza jazda to bezapelacyjnie mówi samo przez się, ale tutaj jesteśmy tylko zdani na raport i jak to zostało przedstawione przed sądem. Skąd możemy wiedzieć co i jak tam zostało przedstawione. A będzie tyle opinii ilu jest ludzi.
Dokładnie opinia może nie być obiektywna do sytuacji z punktu widzenia jednego człowieka a drugi znów odbierze to inaczej.
Twoje przekonanie czy też nie policja, sąd ma w poważaniu. Wezwą Cię prawdopodobnie na przesłuchanie, wyjaśnisz, złożysz zeznanie. Potem dostajesz zaoczny, zgadzasz się i płacisz, nie zgadzasz się i ciśniesz do sądu sądzić się. Tak to mniej więcej w skrócie wygląda. To od Ciebie zależy czy chcesz dochodzić swoich racji czy też nie, nikt inny za Ciebie tego nie będzie robić.
Zavoli masz 100% racji. Tylko po co te wszystkie ceregiele jak sąd ukaże mandatem to go przyjmę ponieważ wiem co zrobiłem i nie można by tak przy zatrzymaniu? Właśnie nie chcę podważać prawa ani sądu ani być przeciw policji czy instytucją prawa, tylko chodzi o możliwe nieobiektywne spojrzenie na sprawę w samym zalążku. Wprowadza się niepotrzebnie stresujące i negatywne emocje nikomu niepotrzebne.
Reasumując aby nie robić OT chodzi mi tylko o niejasne i nieprecyzyjne zapisy w prawie. Kropka :)