Wiesiu - tak jak piszesz - na skrzyzowaniu jak ruszyłem (lewoskręt ze świateł) auto pojechało ok. 30m jak traktor i umarło na samym środku.
Ci "życzliwi" się jeszcze ze mnie podśmiewali, a w aucie miałem na tyle prądu,że z trudem się okno przednie lewe otworzyło.
Niestety po zmianie na zielone musiałem dać radę sam przetoczyć moje nieszczęście jakieś 300m po równym.

Auto już tydzień w serwisie i nie licząc walniętego mostka diodowego i znowu awarii alternatora ... dzisiaj rano w końcu udało się znaleźć winnego - zwarcie na instalacji.
Prócz załamania nerwowego z tego powodu juto czeka mnie jeszcze jeden szok - jak usłyszę cenę za naprawę.

A co do zatrzaskiwanych kluczyków, jest to duuuuży problem.
Mi osobiście się to nigdy nie zdarzyło i mam nadzieję że tego nie będę musiał przerabiać (mam od lat pewne swoje nawyki, które mnie przed tym chronią), ale niestety za często widzę jak inni cierpią patrząc na kluczyki jak na małpę w zoo 8/