Ja w dzieciństwie miałem ciężki wypadek: zahaczył mnie-małego rowerzystę samochód, miałem poważne obrażenia głowy, a lekarze mnie położyli na łóżku na zasadzie "jeśli przeżyje to będziemy leczyć".
A skoro przeżyłem - i koleżeńsko piłem kakao ze śmiercią, to wyprzedzałem emocjonalnie rówieśników o kilka lat.
Nie starałem się nigdy w młodości wyszaleć, nie jeździłem i nie jeżdżę na zasadzie "za wszelką cenę", ale jak mam luźną drogę to lubię przycisnąć.

Zamiast pokazywać głupotę i brak wyobraźni kolegom, lepiej się spróbować na jakimś torze, lub dużym placu - tam można się wyszumieć.

A jak jest taki nieokiełznany szczyl, to wsadzić na obserwatora go do ratunkowego niech pojeździ do wypadków - wtedy będzie normalnie jeździć.

Kuzyn kolegi poszedł do straży zawodowej - trafił do jednostki jeźdżącej do wypadków.
I tu mały szok - jego piersaa akcja na autostradzie, po spotkaniu jakiejś osobówki z tirem. Jako pierwsze zadanie zbierał człowieka z osobówki łopatą do worka (bruuuu - przerażające dla niektórych czytających, ale prawdziwe).
Chłopak się tyle tego naoglądał, że autem nawet na autostradzie nie przekracza 80kmh - jeździ powoli nawet w trasie.

Ja mam tylko jedno przypuszczenie - jak wleje pierwsze 30 litrów po 100km to zaraz prawa noga zrobi mu si ejak piórko :)
Tu nie do końca masz rację - jak rodzice spełniają wszystkie zachcianki i dają na paliwo, to się będzie tłukł i ma gdzieś ile pali auto.