A mnie to nie dziwi - są auta nie do zdarcia :)

Sam miałem zaporożca starszego ode mnie, z silnikiem 1.2 v4 (hehe - ruski "widlak").
Auto było na prawdę nie do zajechania, a i blacha gruba, nawet przy dzwonie nie chciała się zagiąć.

W końcu musiałem z niego zrezygnować - dla rosjan handlujących u nas granica się przymknęłą, a ja nie chciałem za częściami jeździć w kierunku Moskwy...