Każde stare auto jest awaryjne. Zazwyczaj, żeby to na codzień jeździło bez stresu to trzeba w każdą dziurę zajrzeć. Wiem, bo jeżdżę dużo starymi autami od dobrych kilkunastu lat.
Ale mi szkoda kasy na starego diesla tak skomplikowanego, żeby się z nim użerać, bo każda pierdoła do silnika kosztuje swoje I jeszcze to widmo, że skzynia może klęknąć. Ale jak masz kasę, nerwy I auto zastępcze jak to będzie się naprawiać to możesz się bawić.
Przykład z mojego podwórka, stare W124 Diesel w stanie bardzo dobrym jak kupowałem, a była to wystawa salon w DE, przebieg 240kkm, zrobiłem dodatkowe 200kkm osobiście, dołożyłem kilkanaście tyś, w tym większość moja robocizna. A to auto w większości ma bardzo tanie części, ale są wyjątki.
Podejrzewam, że w e38 740D przez 200kkm bym dołożył z 40k lekko, licząc powiedzmy połowę mojej robocizny, bo już mi się nie chce czasami. I auto nadal za też 5 lat będzie warte 10k PLN maks.
Chyba, że masz większą tolerancję na usterki, moja równa się zero I jak trzeba to pruję do żywego.
Do tego ważna kwestia OC w starych autach. Jak ktoś Cię punkie to wycenią Ci to auto na 5k I po robocie. To mnie najbardziej boli, bo tego doświadczyłem z jednym z aut.




Odpowiedz z cytatem