Evan ja i tak jestem w szoku a rodzina mega wdzięczna :) Nie spodziewali się, że zostaną zakwalifikowani do projektu. Ot taka zwykła rodzina jakich wiele.
Mnie jednak bardzo ujęła ich postawa. Działają, by znów żyć godnie, nie jakoś. Dziś sobie odmawiają, by w przyszłości było lepiej.

DZIĘKUJĘ WAM za ogromne zaufanie jakim mnie obdarzacie, a co do ilości wpłat to zapewne w dużej mierze jest to moja wina :( późno no i może słabo się rozliczam ;) poprawię się o ile życia starczy na poprawę :D


Przekaż Wam kilka słów od rodziny skierowanych do nas, do ludzi, którzy chcieli ich wesprzeć w trudnym dla nich czasie:
"Bardzo miło nam poznać takich wspaniałych ludzi. Jesteśmy zszokowani ilością prezentów. Nie zapomnimy Wam tego i chcemy się kiedyś odwdzięczyć. Bardzo ciepło o Was myślimy i życzymy wszystkiego dobrego.
Jesteście bohaterami"

Pani Maja nie jest wylewną osobą więc zdziwiła mnie długość tej wypowiedzi.

Pan Krzysiek jest niezłą gadułą (nie wiem czy nie większą niż ja ;) ale go troszkę zamurowało, kiedy podjechaliśmy. Śmiał się, że to jakiś konwój, chociaż przyjechaliśmy tylko 4 autkami, w tym w 3 były dla nich prezenty. Kiedy zobaczyli, że coś za oknami się dzieje zeszli i czekali na nas przed domem.

Po chwili, kiedy wszyscy wszystkim się już przedstawili zabraliśmy się do noszenia paczek. Nie bardzo mogę dźwigać więc stałam w kuchni z dzieciaczkami i mogłam obserwować jak Wojtek i Adaś nie mogli się nadziwić ilości wnoszonych paczek. Cudownym uczuciem było tak stać i obserwować to radosne zamieszanie. Pięknie opakowane, kolorowe paczki, większe i mniejsze i te ogromne, ustawiane jedna na drugiej, zajmowały już większą część kuchni. Wojtek świetny z matematyki, ciągle się gubił w ich zliczaniu i do końca naszej wizyty nie był pewny ile ich było. Wspólnymi siłami udało nam się stworzyć coś na prawdę fantastycznego. Nie licząc tony węgla i łóżka piętrowego, które dojedzie do rodziny po świętach okazało się, że było to 27 kartonów. Na informację, że to jeszcze nie koniec, że w poniedziałek lub wtorek dojedzie węgiel, że będzie jeszcze wymarzone piętrowe łózko dla wszystkich dzieci pani Maja z niedowierzaniem zwróciła się do męża "Słyszałeś?"

Pani Maja długo nie mogła dość do siebie, a pan Krzysztof zabrał się za zrobienie herbatki dla wszystkich. Myślę, że i Wam coś ściskało się w gardełkach i czuliście ciepło w sercach patrząc na radość i niedowierzanie rodziny, że wszystko jest przygotowane specjalnie dla Nich, z myślą o Nich. Pani Maja nie jest wylewną osobą, więc tym bardziej obserwowanie jej radości i wzruszenia było dla mnie bezcennym przeżyciem. Myślę, że Kasiu, Ewo i Olu wiecie o czym mówię i mam nadzieję, że podzielicie się swoimi emocjami i wrażeniami ze wszystkimi osobami, które dołożyły część swojego serca do stworzenia pomocy.

Ze swojej strony ciągle mam przed oczami obrazek, jak przez większą część wizyty Adaś czyta książeczkę o dinozaurach, jak Staś słodko śpi, a Wojtek ekscytuje się ilością paczek i układa równiutko książki na półkach zaraz po okrzykach radości na widok komiksów. Rzadko widzi się dzieci, które bardziej cieszą się z książek, jak z innych zabawek.
Ten uśmiech na twarzach nas wszystkich, zarówno darczyńców jak i rodziny, długo pozostanie mi w pamięci. Obraz małej słodkiej Milenki wręczającej każdemu szczególny upominek, która doskonale wiedziała, co komu wręczyć był bardzo wzruszający. Wtedy właśnie pan Krzysztof ze wzruszeniem powiedział "będę to zawsze pamiętał".
Długo będę pamiętała też to, jak pan Krzysztof pobiegł do lusterka, by zmierzyć czapkę, jak mierzył garnitur, a pani Maja podekscytowana wybiegła do łazienki zmierzyć spodnie, które okazały się idealnie dopasowane. Nie zdjęła ich już z siebie do końca naszej wizyty. I to ciągle niedowierzanie, że wszystko jest tylko dla nich i specjalnie dla nich. Okazało się, że te szare buciki sportowe dla pani Mai pasują idealnie. Pan Krzysztof podzielił się z nami tym, że oglądał podobne w sklepie. Chciał kupić żonie ale nie miał pieniędzy. Pan Krzysztof nie krył swoich emocji i zaskoczenia oraz niedowierzania. Ciągle powtarzał "ja nie mogę", "to starczy nam na rok lub dłużej". A ja ciągle myślałam, gdzie będą trzymali tą dużą ilość spożywki, chemii i zabawek ��.

Chyba nikt z nas nie chciał tego dnia wracać do domu lecz zrobiło się tak późno więc nie mieliśmy wyjścia. Kiedy zawiozłam paczkę do jeszcze jednej rodziny, w czym pomógł mi Pan Krzysztof zajrzałam jeszcze na momencik. Dzieci jeszcze nie spały, a było już dobrze po 22 ;) rozłożyły kolejkę i wołały tatę bo nie wiedziały jak ją włączyć. Pani Maja wciąż miała w oczach łzy wzruszenia.

Następnego dnia pani Maja ciągle nie mogła się uporać z rozpakowywaniem paczek :) Pisałyśmy ze sobą i napisała mi tak "ja poszłam spać ok. 2 w nocy �� Teraz jeszcze ogarniamy ciuchy, a jedzenie nie mieści się w szafkach. Teraz możemy oszczędzić na jedzeniu i wykupić kurs. Chyba spróbuję z tej strony, którą Pani podesłała - podstawy rachunkowości ��. Muszę wrócić do ogarniania paczek ��. Zapraszamy po Świętach ��".
Pomyślałam, że nawaliłam troszkę jako wolontariusz :( nie pomyślałam o to, by spytać (widząc wiekowego laptopa na stole przy którym pracował pan Krzysztof), czy nie potrzebują jakiegoś używanego komputera. Dopiero przy wręczaniu paczek ta myśl zaświtała mi w głowie i okazało się, że ten wiekowy laptop daje radę bo jest na linuksie i służy głównie dla pana Krzysztofa do nauki i pracy.

Została nam jeszcze nasza zbiórka, z którą mocno myślę co zrobić, czy dołożyć do jakiegoś komputera, czy zainwestować w jakieś szkolenie :)Dam znać. Decyzję podejmę wspólnie z rodziną.