Więc pytałem profesora PŁ specjalistę od silników. To co powiedział to mnie przekonało. Sam robiłem tak, że w zimie pozwalałem rozgrzać się do temp powyżej pola niebieskiego i dopiero jechałem. Wychodząc z założenia, że pompa oleju jest obliczona na stałe ciśnienie przy wolnych obrotach, więc silnik miał odpowiednie smarowanie. Ale okazało się, że czegoś nie przewidziałem...
Otóż podczas gdy silnik jest zimny, komputer sterujący wtryskiem paliwa daje bardzo bogatą mieszankę (coś takiego jak w maluchu ssanie) Podczas tej operacji nie jest bo nie może być obliczona dokładna dawka paliwa więc jest zbyt duzo paliwa. I tu następuje problem. Paliwo nie jest do końca spalane i część niespalona obmywa ścianki cylindrów i wymywa olej powodując iż tłok porusza się po gładzi cylindrycznej na sucho. Ponadto jak wiemy pierścienie olejowe nie uszczelniają w 100% i część takiego niespalonego paliwa dostaje się do oleju!!!
Jego rada ruszać zaraz po odpaleniu tj. w silnikach powyżej 150 tyś km przebiegu po około 30-40 sekundach. A jest to spowodowane tym, że w tym czasie napełniają się hydrauliczne popychacze zaworów.
Pierwsze km pokonujemy nie przekracając 2000 - 2500 obrotów.
Powyższa rada nie tyczy się silników diesla, ponieważ olej napędowy ma także właściwości smarne.

Oczywiście po rozgrzaniu nie trzeba gasić na postoju ponieważ dawka paliwa jest już podawana bardzo precyzyjnie.

Pogadałem jeszcze chwile z facetem i opowiadał jak na prośbę mercedesa (:P) przeprowadzał badania na temat żywotności silników. Otóż jego badania udowodniły, że gdyby ograniczyć gaszenie silnika do niezbędnego minimum, czyli defakto tylko podczas wymiany oleju, przebieg wzróśłby z ok 500 tyś do 800 tyś bez remontu!!! Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę koszty paliwa. :)
Pozdrawiam