To taka dygresyja a'propos przebiegu do negocjacji.
Diagnosta opowiadał mojemu ojcu, że jeden jegomość zakupił sprowadzone auto, jakąś renówkę.
Wszystko śmigało jak ta lala, do czasu kiedy ktoś w niego wydzwonił.
Przyszły eksperty od ubezpieczenia wyceniać szkodę, posprawdzali, pospisywali i stwierdzili, że licznik cofnięty.
Nie tylko ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, ale skierował sprawę do sądu o próbę jego wyłudzenia.
Podstawą był właśnie kręcony licznik, którego wskazanie miało na celu podwyższyć wartość pojazdu.
Facet podobno nieźle się napocił, żeby to wszystko odkręcić i udowodnić, że on o niczym nie wiedział.
Do tego auto mu chyba zatrzymali jako dowód w sprawie.