(cd.)
Ale cóż to za spełnienie tak nieobiecującego, niewdzięcznego zwidu, mrzonka rzec by można...
Chyba jest "okienko".
Ameryki nie odkryję a świat niech sam się zbawia, skoro tego oczekuje. Jednakże dziwnym jest, że rozwiązanie, które samo się wprasza, w literaturze "fachowej"
jest traktowane per noga, albo też opisywane ogólnikowo jako niedorzeczne bądz jedno z nagorszych możliwych. Nie wiedzą, co piszą? Niemożliwe.
Szeregowy - tak go zwą - układ napędowy nie jest świeżym pomysłem. Realizowany w kolejnictwie od wieku.
Główna jednostka, często dwusuwowy zaworowy turbodiesel, napędza bezpośrednio prądnicę, a ta - poprzez układy sterowania i regulacji - elektryczne silniki
napędowe kół lokomotywy. Bardzo dawno temu regularne kursy pasażerskie obsługiwał elektryczny wagon akumulatorowy (zachował się, chyba go już odrestau-
rowali i uruchomili pasjonaci). Zmieńmy proporcje wielkości głównych podzespołów i technologię nieco nowszą wezmy - co wyjdzie?
Zasobnik główny - tak nazwijmy baterię trakcyjną akumulatorów - ma spełnić takie wymagania:
- zapewnić chwilową wydajność niezbędną do przyzwoitego przyspieszania
- zapewnić możliwość bezemisyjnej jazdy na użytecznym, tj. nie uciążliwie za małym dystansie, powiedzmy ok. 100km. Zasięg podróżny 2000 (nawet do 5000)km
będzie zapewniony inaczej, i to bez konieczności zatrzymywania się, a ładować... wcale nie trzeba.
- być zdolnym do przyjmowania nie zbyt małej mocy hamowania odzyskowego, aby było ono wystarczająco efektywne
- wykazywać żywotność nie dyskwalifikującą ekonomicznie (co komu po zasobniku, który trzeba wymieniać za często, a kosztuje za dużo; a utylizacja?), przyj-
mijmy wstępnie 5...7 lat
- mieć gabaryty i ciężar w granicach akceptowalności konstrukcyjnej auta
- mieć dostatecznie wysoką sprawność energetyczną (małe straty energii w cyklach ład/rozład)
- być bezpiecznym w eksploatacji
- nie wykazywać mankamentów praktycznie dyskwalifikujących, np. wrażliwości na wstrząsy lub mróz
- a przy tym wszystkim cenę, która jest do przyjęcia
Póki co, nie jest powszechnie znany taki rodzaj ogniwa wtórnego (akumulatora elektrycznego, tak się to mądrze nazywa), który spełniałby sam z siebie w/w wyma-
gania. Ale sprawa nie jest beznadziejna, na badania nad tym idzie codzień poważna sakiewa, a z tym, co już jest dostępne też da się coś pokombinować.
Dwa kluczowe parametry akumulatora to:
- gęstość energii, mierzona w odniesieniu do jego masy i gabarytów, wyrażana w "ile energii zmieści w kilogramie" lub "...w decymetrze sześciennym", odpowied-
nio w watogodzinach na kilogram lub watogodzinach na dm3 (Wh/kg lub Wh/l). Jak Cię zbrzydziło to okropne słowo to nieśmiało przypomnę, że za 1000 wato-
godzin (1 kWh) płacisz PGE ok. 40 groszy z dostawą.
- koszt zmagazynowania tej energii; to bardziej przemawia do wyobrazni, liczone w złotówkach na 1Wh. Lub też w innej preferowanej walucie
Dla większości rodzajów akumulatorów najbardziej mordercza jest praca cykliczna, czyli "naładuj do pełna - rozładuj do...", no właśnie, nie do pusta. Tego prawie
żaden nie zdzierży. To ma pierwszorzędny wpływ na żywotność, w praktyce wykorzystuje się 80...95% całkowitej pojemności. Przy pracy buforowej jest im łatwiej,
oby nie przekroczyć parametrów granicznych, zwłaszcza natężenia prądu i nie wyjechać poza zakres napięć. I jeszcze bilans energii musi być na plus.
Rzut oka na to, co mamy i znamy albo mniej znamy; jest tego towaru kilkanaście rodzajów, ale "okroję" do kilku :
1) Akumulator ołowiowo-siarkowy kwasowy. Średniej wielkości jednostkę mamy w aucie. Kłopoty - czasem wraz z nią. Świerzbi mnie lapek, żeby o tym z Wami
pomówić, bo zagwozdki iście ołowiane na Forum widziałem, ale jak ten ciężar wyminąć to sprawa niejasna. I nielekka kieszeniowo...
Gęstość energii jest - jak na w/w wymagania - mizerniutka: 20...30 Wh z kagie albo i to nie. Nasza sporawa i ciężka okropnie 90-tka w Buni gromadzi "do pełna"
tyle energii, ile jest w 100 ml benki. Do tego kwasior jest towarzysko niesympatyczny i chlupie złowieszczo, a jak go w galaretę (żelowe), to duch wodny z niego
ulatuje i też kiszka. A jednak przydaje się w widlakach, Melexach i innych całkiem użytecznych wydumkach.
Zalety: bardzo duża chwilowa wydajność, bardzo duża żywotność (15 lat i więcej), relatywnie niewysoka cena, przyzwoita sprawność (85...90%), realny recycling.
Wady: niska gęstość energii (na dziś), ołów i kwas "kłopotliwe".
Sprytni zapaleńcy nie spasowali i chwycili za nanotechnologie przy coraz wymyślniejszych koncepcjach budowy płyt czynnych tego starego wynalazku. A że mają
fundusze, to aktualne osiągnięcia możnaby streścić: no, no, nooo... Czyli nie tracimy nadziei, nie przekreślamy pana PbS.
Wszystkie wysiłki zmierzają do zmniejszenia przepaści pomiędzy teoretyczną wydajnością procesu elektrochemicznego, a tą praktycznie uzyskiwaną. Różnice
są kilkukrotne i maleją z postępem badań. To dotyczy wszystkich rodzajów akku.
Tymczasem w sklepie stajemy bardziej lub mniej świadomi przed płodami strategii marketingowo-produkcyjnej, często dalekimi od nawet umiarkowanej doskona-
łości.
2) Kadmowo-niklowy Cd-Ni. Pomimo papierowego zakazu (kadm jest toksyczny podobno) nadal spotykane w starszej generacji sprzęcie powszechnego użytku.
Pojazdy z takimi akku były już, jezdziły i miały swoje zalety. Niestety, niezadowalający zasięg.
Zalety: zdolność do szybkiego ładowania (kilkanaście minut), umiarkowany koszt, niezła wydajność, nienajgorsza żywotność
Wady: niska gęstość energii 30...35 Wh/kg max, kadm-zakaz.
3) Niklowo-wodorkowy NiMH. Tu energia jest gromadzona przez nasycanie/rozpuszczanie wodoru w metalicznym stopie o składzie będącym pilnie strzeżoną
tajemnicą producentów. Stąd to MH - Metall Hydride: metal uwodorniony. Trwają gorączkowe poszukiwania coraz to lepszych stopów, wyniki są obiecujące.
Zalety: niezła gęstość energii 40...60 Wh/kg, spotyka się już nieco więcej, w zapowiedziach 80, b.dobra żywotność 2000 cykli i więcej, b.dobra wydajność chwi-
lowa, bliska PebeeSowi
Wady: niska sprawność 60...70 %, ryzyko niekontrolowanego wzrostu niewielkiego nadciśnienia roboczego i eksplozji (przećwiczone), cena osłabia żywicieli
nadziei, a do tego niemały koszt elektroniki dozorującej z wymaganiem najwyższej niezawodności. Niskie napięcie znamionowe ogniwa 1.2V skutkuje koniecz-
ność łączenia szeregowego dużej ich liczby dla uzyskania pożądanego napięcia, zwykle 80...600V, co w połączeniu z wymaganiem indywidualnego dozoru
elektronicznego jeszcze bardziej komplikuje sprawę i życie księgowemu.
Miniaturowe zasobniczki NiMH były powszechnie stosowane w młodości telefonów kom., większe są np. w Toyocie Prius, jeszcze większe w trakcji szynowej
a bardzo duże w sprzęcie zbrojeniowym. Nie tak dawno jezdził po Wawce tramwaj "hybrydowy" z eksperymentalną baterią NiMH za coś około 300 tysi zetów.
Mimo ponad 30 ton "gewiśtu" całkiem sprawnie się zbierał, bez problemu pokonując niekrótki odcinek bez sieci trakcyjnej.
(cdn.)




Odpowiedz z cytatem
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]
[/IMG]