Ja byłem i oglądałem ten samochód. Pokazywała mi go kobieta, lat ok. 45. Powiedziała, że samochodem jeździ jej syn (circa 18-19 lat) i ma dosyć tankowania auta synowi więc je sprzedaje. Z zewnątrz samochód wyglądał w miarę OK, w środku miał parę mankamentów. A to jakiś plastik odstaje, a to dywanik na tunelu od strony pasażera odstaje, a to brakuje jakiejś zaślepki, a to drewno w jakimś miejscu ma dziurkę (przetarcie?), a to gdzieś tam przetarty plastik. Na monitorze świecił się czerwony samochodzik, świeciła się poduszka (podobnież rozbierany był prawy przedni boczek, bo nie otwierały się drzwi), wyskoczyły informacje o natychmiastowej wymianie klocków i tarcz z przodu i z tyłu oraz oleju, wyskoczył błąd ciśnienia w oponach, nie działał iDrive, nie podnosiła się i opadała tylna klapa. Samochodem nie jeździłem, skrzynia do przodu ruszyła lekko, podobnie do tyłu, odpalony był jakieś 5 min i po przegazowaniu jakiegoś wielkiego dymu nie zaobserwowałem. Cena była wtedy 35.000 zł.
Sprawę przemyślałem i zadzwoniłem raz jeszcze, aby umówić się na oględziny. Byłem gotowy coś tam się potargować i, przy w miarę dobrym stanie mechanicznym i blacharskim i po podpięciu pod kompa i dojściu do powodów usterek, nawet kupić ten samochód. Niestety syn miłej Pani zwyczajnie mnie wystawił! Umówił się pod adresem gdzie nic nie było, samemu przejechał dosłownie mi przed nosem na jakieś zamknięte osiedle. Telefonu nie odbierał, w pewnym momencie chyba nawet wyłączył. Później przysłał zdawkowego smsa, o jakimś nagłym wyjeździe (samochód stał pod domem). Wkurw.... wróciłem do domu i po przemyśleniach kupiłem W211.
Konkludując syn - sprzedawca niepoważny. Zwykły smarkacz, któremu Mama kupiła samochód i który nie szanuje ani Jej, ani potencjalnego kupca. Jak dla mnie szkoda czasu i nerwów ale niech każdy sam wyciągnie wnioski.




Odpowiedz z cytatem