Podam później jeszcze jeden przykład, bo teraz przez telefon nie znajdę. Z grubsza - auto kupione za rynkową cenę, coś tam padło (nawet nie wtryski czy turbo) i nikt nie potrafił tego naprawić. Po kilku miesiącach walki, koleś się poddał i auto poszło "w całości lub na części". Kilka innych, mniej drastycznych przykładów pewnie też możnaby znaleźć gdybu więcej pogrzebać. Generalnie nie zniechęcam, ale warto podać takie informacje skoro kolega pyta "co o tym sądzicie?" żeby właśnie w razie W miał pretensje tylko do siebie, bo przecież wiedział jak to może się skończyć. Tak czy siak - na dwoje babka wróżyła. Albo się z*ebie albo nie.