panowie poszedlem do auta, po podlaczeniu aku przejechalem sie ok 20km, wrocilem postawilem auto na godzinke i poszedlem podlaczac miernik w bagazniku, podlaczylem wpierw aby sprawdzic napiecie to w zasadzie na oczach spadalo napiecie :/ a wlaczone bylo tylko swiatelko w bagazniku i chyba oswietlenie kabiny. jak wyjmowalem bezpiecznik od radia to napiecie wzrastalo o 0.05v (z 11.25v do 11.30), niestety nie udalo mi sie sprawdzic poboru amperow :/ chyba po ladowaniu przez kilka godzin dobry akumulator nie padl by w ciagu 15min swiecenia sie swiatelek!? auto oczywiscie juz nie odpalilo. definitywnie akumulator?
dodam, ze jak nioslem akumulator to slychac chlupotanie w nim. mam taki sam aku, tylko mniejszy to niczego takiego nie slychac jak nim trzasalem. POzatym nigdy jeszcze ten akumulator tak szybko mi sie nie rozladowal, po godzinie czy nawet nastepnego dnia rano jeszcze dalem rade odpalic auto. A tu juz nie, calkiem detka, raz zakrecil i koniec.
a, i jeszcze jedno. Ladowalem go wczoraj pol dnia, wieczorem na noc odlaczylem bo to w pokoju akcja miala miejsce i wolalem nie ryzykowac. rano podlaczylem go spowrotem, to prostownik od razu pokazal ze aku jest naladowane. dziwne mi sie to wydawalo, bo jak odlaczalem to prostownik byl goracy, na pewno jeszcze ladowal. a rano nagle juz naladowany...




Odpowiedz z cytatem