Za chwilę koszta utrzymania się wyrównają, albo nawet odwrócą(nie mówię o autach typu E38 tylko o nowych). Auta homologowane od 2011 roku(czyli każdy nowy model którego produkcja zaczyna się od tego roku) żeby spełnić normę emisji spalin będzie mieć wtrysk bezpośredni(jak np. FSI w VAG'u). Rozwiązanie które znamy z diesli z przed 10 lat czyli common rail.

Prawda jest taka, że diesle od zawsze były robione po to, żeby bić kilometry, dlatego jeśli ktoś robi 20tys. rocznie to diesel może okazać się nieekonomiczny jeśli coś się zepsuje, ale jeśli komuś przyjdzie zregenerować wtryski, turbo i pompę(co wyjdzie jakieś 6tys. plus robota przy demontażu/montażu) i robi rocznie 50tys. to spokojnie zrobi kolejne 200tys. bezawaryjnie, a jeśli będzie dbać to i więcej. Ostatnio zmieniałem w E39 klienta wnętrze(z welurów na skóry). 3.0D pod machą. Aktualnie na liczniku jest prawie 330tys. km, właściciel zrobił nim sam nieco ponad 200tys. i przy silniku nie grzebał jeszcze nic, a silnik chodzi jak należy.

Z dieslem jest jeden problem, poprzedni użytkownik, który nie potrafi dbać o niego.
W przypadku PB + LPG problemem jest i sam użytkownik(wiele osób na chama dąży do tego, żeby jak najszybciej przełączyć na gaz, nieważne, że silnik zimny a na zewnątrz -10*C) no i gaziarz, niestety, ale wielu ludzi, którzy montują gaz nie powinni w ogóle tego robić, bo zamiast patrzeć, żeby zrobić coś dobrze to patrzą tylko, żeby jak najwięcej zarobić.
Jeszcze jedną wadą LPG jest bagażnik. Jak już pisałem wcześniej przy jeździe po mieście można zrezygnować z wożenia zapasu w bagażniku, mając butlę w kole mamy wtedy nadal bagażnik dostępny(nie musimy się martwić, że zakupy czy walizkę kładziemy razem z zapasem, albo tak jak kumpel ma, nie musi kombinować co zrobić z wózkiem dla dzieciaka).
Argumentem przemawiającym za TDS i 3.0D jest zasięg. Benzyniakiem na jednym baku 1000-1100km nie zrobimy w trasie, w mieście niech spadnie do 800, to i tak lepiej niż benzyna.