-
maciej730 - masz oczywiscie racje z filmem i nie twierdze ze taka forsowna jazda jest dobra, ale czasem zycie zmusza... dlatego zeby nie dopuszczac do takich sytuacji zmienilem prace i miejsce zamieszkania. To jest zle - bez watpienia
I ja lubie jezdzic z przerwami, obiadkiem itd, a nie forsownie i glupio
Przypomne jednak ze tematem jest ile, a nie czy taka jazda w porzadku.
-
tak z 24h może trochę więcej z przerwami na rozładunek,pojazdem trochę większym niż osobówka, pomijając tacho i inne ograniczenia..
ale to jakiś czas temu i człowiek był młody i głupi
później już mi się tak nie spieszyło, więc postój, kilka godzin kimania, kawa, espresso i ognia
jazda tak długo to straszna mordęga, jeszcze jak leci się nocą i zaczyna świtać i robić się coraz cieplej i przyjemniej, masakra
nie warto tego robić, lepiej wyjechać wcześniej i dojechać później, byleby w całości, zaoszczędzony czas jak się butuje i tak zawsze się wykorzysta na jakieś pierdoły...
nigdy więcej..
-
ja tam dziennie sredio jestem z 5 godzin za kierownicą taka praca :P jeżdżąc po polskich drogach duzo sie idzie na oglądać róznych ciekawych sytułacji drogowych hehehe jeden wielki kabaret jest :hah: kolega
-
No tak, ale nie chodzi też o to, ile kto wysiedzi za kierownicą, tylko co jest słabym punktem.
Ja moge jechać, jechać,....i jechać - bardzo lubie siedzieć za kółkiem, ale jak jestem w trasie i jadę z nocy, jak już zaczyna świtać (nawet jeśli godzinę wcześniej wyjadę, a nie po całej nocy w ruchu), to póki nie zrobi się jasno muszę co chwila przystawać io łapać wiaterek na twarz i dojechać.
A rekordów nie mam wielkich, nie poruszam się po całej Europie.
Mój największy wyczyn to był wyjazd do Bydgoszczy: rano z Krakowa do Bydgoszczy, tam załatwienie spraw, potem powrót spowrotem. 14godz. za kółkiem w trasie (i to niestety w renówce r19), pomiędzy 3godz. dojazdówek po Bydgoszczy i użerania się z ludźmi.
Tak zazwyczaj to robię do 300km, czasami rzadko trasa przekroczy 400,450km. Ale życie nie zmusza do większych poświęceń.
-
No ale miałem inny rekord, którego nie polecam pobijać :?
Prawie 2 lata temu mój mały synek się troche poparzył i był w szpitalu. Oczywiście mi przypadł dyżur całodobowy przy dziecku (żona w ciąży, więć tylko w dzień mogła odwiedzić).
Wtedy się przekonałem ile mogę wytrzymać - spania nie było, tylko jakieś krótkie drzemki, posiłek jakiś kiepskawy raz lub 2 razy na dobę, i tak przez kilka dni (człowiek w ciągłym stresie to inaczej żyje).
Po takich 3 dniach jak mnie teściowa na pare godzin zmieniła bym pojechał do domu sie przespać i odświeżyć. No i jak sobie jechałem obwodnicą Krakowa, to niestety sie czulem jakbym z Chin do domu dojeżdżał.
-
JA JECHALEM OKOLO 20h.MOZEMY JEZDZIC ILE CHCEMY,NAWET PO 50h.ALE NASZ CZAS REAKCJI STANOWCZO SIE ZMNIEJSZA I UWAZAJMY ZEBYSMY PRZEZ GLUPOTE KOGOS NIEZABILI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !.
-
ja przez ostatnie pół roku zrobiłem jakieś 60tys km i mam już troche dość jeżdżenia :P 10h za kółkiem to dla mnie troche standard i zdarza sie co 2-3 dzień :P
p.s pierwsze 50 tys km w zyciu zrobilem bez uprawnien i ani razu nie mialem kontroli czy tez kolizji ;p
-
Moj rekord (chociaz nie wiem czy jest sie czym chwalic...chyba Moja lekka glupota, nikogo nie urazajac oczywiscie), to 11 godzin za kolkiem....droga do Wloch.
-
10 sierpien 2007 roku ,trasa Zakopane - Utrecht ( Holland ) , na wysokosci Hanoweru roztrzaskany tir ,droga calkowicie zablokowana - 6,5godz w korku,potem wlot do Holandii na wysokosci Hengello rozwalony golf -prawie 4godz w korku. Wtedy wlasnie padl moj nowy rekord za kolkiem 23,5godz w trasie,ktora zazwyczaj pokonuje w 10,5godz bez zadnych przerw :cool: